Coraz więcej osób powierza sztucznej inteligencji pisanie e-maili, opisów ważnych przeżyć, a nawet wiadomości do bliskich. Faisal Hoque, autor i przedsiębiorca z dorobkiem 11 książek, stawia w „Psychology Today” tezę, która każe się zastanowić: czy oddając AI pióro, nie oddajemy mu przypadkiem siebie?
Hoque zaczyna od prostej, osobistej historii. Natknął się na stary e-mail wysłany do przyjaciela w trudnym dniu. Chaotyczny, pełen niedokończonych myśli, emocjonalnie nierówny. I zaraz potem przyszła mu do głowy refleksja: gdyby pisał go dziś, prawdopodobnie poprosiłby ChatGPT lub podobne narzędzie o „poprawienie” tekstu. AI zrobiłoby to świetnie. Wybrałoby lepsze słowa, wygładziłoby składnię, nadało spójność. Byłby to obiektywnie lepszy e-mail. Ale brakowałoby w nim jednej rzeczy. Jego samego.
Opowieści, które nas tworzą
Joan Didion napisała kiedyś: „We tell ourselves stories in order to live.” Hoque traktuje to nie jak literacką metaforę, lecz jak psychologiczny fakt. Powołuje się na badania Dana McAdamsa, psychologa zajmującego się tożsamością, który twierdzi, że człowiek rozumie siebie właśnie przez opowieść, którą buduje z przeszłości i wyobrażeń o przyszłości. To nie jest coś, co robimy obok życia. To jest samo życie.
Autor ilustruje tę myśl obrazem maratonki w agonii bólu – każdy krok to cierpienie, ciało odmawia posłuszeństwa. Ale ona biegnie, bo każdy ten krok jest wiadomością do nieżyjącej matki. Każde westchnienie to: „Kocham cię, tęsknię za tobą.” To nie jest sport. To jest opowieść. I właśnie ta opowieść zmienia całkowicie znaczenie tego, co się dzieje.
Dwa zagrożenia, które łatwo przeoczyć
Hoque wskazuje na dwa konkretne ryzyka związane z delegowaniem pisania do AI.
Po pierwsze, tracimy proces. Szukanie właściwego słowa, zmaganie się z chaosem własnych myśli – to nie jest strata czasu. To jest właśnie moment, w którym rozumiemy siebie. Kiedy AI przejmuje pisanie, nie tylko oszczędzamy czas. Wypadamy z procesu, który McAdams uznaje za fundamentalny dla budowania tożsamości.
Po drugie, tracimy samą opowieść. Tekst wygenerowany przez AI jest statystycznie prawdopodobną wersją tego, co „ktoś taki jak ty” mógłby powiedzieć. Zbudowaną z wzorców milionów innych ludzi. Może brzmieć pięknie. Może nawet wzruszyć odbiorcę. Ale nie jest zapisem konkretnego człowieka, który zmaga się z konkretnym życiem.
AI to narzędzie, które potrafi zrobić z chaosu porządek. I właśnie na tym polega jego siła – i jego pułapka. Bo czasem to właśnie chaos jest prawdą. Kiedy piszemy do kogoś bliskiego w trudnej chwili, te niezgrabne słowa, te urwane zdania, to nie są błędy do poprawienia. To jesteśmy my. Rozumiem doskonale pokusę użycia AI do wygładzenia tekstu, sam z tych narzędzi korzystam. Ale stawiam sobie pytanie, które warto zadać każdemu: czy chcemy, żeby nasze najważniejsze słowa brzmiały jak zoptymalizowana treść? I do kogo tak naprawdę piszemy, kiedy model językowy formułuje to za nas?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Suwerenność narracyjna
Hoque sięga po termin używany w kontekście mediów rdzennych narodów: „narrative sovereignty”, czyli prawo do opowiadania własnej historii własnym głosem. Przenosi go na grunt relacji człowiek-AI. Suwerenny naród nie oddaje swoich praw sąsiedniemu mocarstwu, choćby było ono sprawniejsze i życzliwe. Suwerenne „ja” nie powinno oddawać swojej narracji maszynie, choćby ta maszyna pisała płynniej i ładniej.
Nie chodzi o to, żeby w ogóle nie korzystać z AI. Chodzi o to, żeby wiedzieć, kiedy go odłożyć.
Jak chronić własną opowieść – praktyczne wskazówki
Hoque proponuje kilka zasad, które sam stara się stosować:
- Najpierw napisz sam. Zanim sięgniesz po AI, wyrzuć z siebie wszystko własnym głosem. Cały bałagan, wszystkie nieporadne słowa. Właśnie tam rodzi się znaczenie.
- Miej własne miejsce bez AI. Dziennik, notatki głosowe, cokolwiek – przestrzeń, gdzie twój niefiltrowany głos istnieje bez udziału algorytmu.
- Zadaj sobie pytanie: to zadanie czy opowieść? Status dla zespołu w poniedziałek rano to zadanie – użyj każdego narzędzia, które ci pomoże. Wiadomość do kogoś, na kim ci zależy, to opowieść. I tę opowieść musisz opowiedzieć sam.
Nieelegancki maraton, który jest twój
Maratonka z anegdoty Hoque’a nie wygląda dobrze na mecie. Jej ciało zawodzi ją w najgorszy możliwy sposób. Nikt nie powiedziałby, że to eleganckie. Ale ona decyduje, co te kilometry znaczą. Bo ta historia jest jej.
Twoja też jest twoja. To warto sobie przypomnieć właśnie teraz, kiedy narzędzia, które chętnie ją przejęłyby, są już na wyciągnięcie ręki.
