Alex Karp, miliarder i szef Palantir Technologies, ma pewność co do tego, kto poradzi sobie na rynku pracy zdominowanym przez sztuczną inteligencję. Jego odpowiedź jest prosta i brutalna zarazem: albo masz kwalifikacje zawodowe i pracujesz fizycznie, albo jesteś neurodywersyjny.
Dwie drogi do przetrwania
Karp wypowiedział się na ten temat podczas rozmowy w podcaście TBPN na początku marca:
„There are basically two ways to know you have a future. One, you have some vocational training. Or two, you’re neurodivergent.”
Żadnych półśrodków. Żadnego „zależy od sytuacji”. 58-letni prezes jednej z najważniejszych firm technologicznych w Dolinie Krzemowej stawia sprawę jasno: jeśli nie wpisujesz się w któryś z tych dwóch wariantów, twoja przyszłość zawodowa stoi pod znakiem zapytania.
Zawody manualne wracają do łask
Pierwszy z wymienionych przez Karpa segmentów to fachowcy wykonujący prace, których AI nie zautomatyzuje. Elektrycy, hydraulicy, technicy. Brzmi jak klisza, ale liczby to potwierdzają. Big Tech wydaje setki miliardów na budowę centrów danych, a przemysł boryka się z niedoborem pracowników wykwalifikowanych rzemieślniczo. Popyt na takie usługi rośnie szybciej niż kadra, która mogłaby je zaspokoić.
Hydraulicy zarabiają dziś więcej niż prawnicy. Elektrycy specjalizujący się przy centrach danych AI mają pełne kalendarze na miesiące do przodu. To nie jest mrzonka ani nostalgia za dawnymi czasami. To rzeczywistość rynku pracy w 2026 roku.
Neurodywergencja jako przewaga
Drugi argument Karpa jest bardziej osobisty. CEO Palantira od lat otwarcie mówi o swojej dysleksji. Sam doświadczył, jak odmienność poznawcza może być siłą, nie przeszkodą. Stąd jego przekonanie, że osoby z ADHD, autyzmem czy dysleksją mają w sobie coś, czego modele językowe po prostu nie posiadają: zdolność do myślenia przez boczne wejście, do dostrzegania tego, czego inni nie widzą.
Palantir idzie dalej. Firma uruchomiła dedykowany program „Neurodivergent Fellowship”, skierowany właśnie do takich kandydatów. W opisie oferty pracy można przeczytać: „Neurodivergent individuals will play a disproportionate role in shaping the future of America and the West. They see past performative ideologies and perceive beauty in the world that still exists — which technology and art can expose.”
Z danych Gartnera wynika, że do 2027 roku co piąta organizacja sprzedaży wśród firm z listy Fortune 500 będzie aktywnie rekrutować pracowników neurodywersyjnych w celu poprawy wyników biznesowych. To nie jest niszowy trend.
„AI zniszczy miejsca pracy w naukach humanistycznych”
Karp nie zostawia złudzeń absolwentom prestiżowych uczelni. Na tegorocznym World Economic Forum w Davos powiedział wprost: „[AI] will destroy humanities jobs. You went to an elite school, and you studied philosophy — I’ll use myself as an example — hopefully, you have some other skill, that one is going to be hard to market.”
Warto zaznaczyć, że sam Karp ma trzy dyplomy, w tym JD ze Stanford i doktorat z filozofii na Goethe Universität we Frankfurcie. Człowiek, który ostrzega przed bezużytecznością humanistyki, jest humanistą. To nie ironja, to diagnoza: jego pokolenie mogło sobie pozwolić na luksus filozofii. Obecne roczniki mogą nie mieć tyle szczęścia.
Słowa Karpa trafiają w czuły punkt, ale warto zachować tu pewną ostrożność. Z jednej strony jego obserwacje na temat zawodów manualnych są trafne i poparte danymi. Rynek faktycznie potrzebuje fachowców, których AI nie wyprze w ciągu najbliższych lat. Z drugiej strony narracja „przeżyją tylko neurodywersyjni i hydraulicy” to spore uproszczenie. Co z ludźmi, którzy budują produkty AI, zarządzają zespołami, projektują strategie biznesowe? Karp sam jest produktem humanistycznej edukacji, którą dziś deprecjonuje. Pytanie, które naprawdę warto sobie postawić, brzmi inaczej: czy system edukacji nadąża za zmianami, które AI wprowadza do rynku pracy? Bo jeśli nie nadąża, to nie ma znaczenia, czy kończysz Harvard, czy uczysz się elektryki. Liczy się elastyczność i gotowość do nauki przez całe życie.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Palantir stawia też na absolwentów szkół średnich
Firma nie poprzestała na Neurodivergent Fellowship. Karp uruchomił osobny program, Meritocracy Fellowship, dedykowany maturzystom, którzy nie trafili na studia. Pierwsza edycja wymagała wyników testów na poziomie Ivy League i przyciągnęła ponad 500 zgłoszeń. Do programu zakwalifikowało się 22 uczestników. Stypendium wynosi 5400 dolarów miesięcznie, a najlepsi mogą otrzymać ofertę pełnego zatrudnienia.
Przekaz programu jest jednoznaczny: „Skip the debt. Reclaim years of your life. Earn the Palantir degree.”
Głosy po drugiej stronie sporu
Nie wszyscy liderzy technologiczni podzielają tak radykalną wizję. Jaime Teevan, główna naukowiec Microsoftu, przekonuje, że umiejętności metapoznawcze, elastyczność myślenia i zdolność do krytycznej analizy będą w erze AI wyjątkowo cenne. Jej zdaniem właśnie tradycyjna edukacja humanistyczna kształci te kompetencje najlepiej.
Jeszcze bardziej dosadnie wypowiedziała się Daniela Amodei, współzałożycielka Anthropic, firmy stojącej za modelem Claude. W wywiadzie dla ABC News stwierdziła: „The things that make us human will become much more important instead of much less important.” I dodała, że Anthropic szuka pracowników z wysokim EQ, umiejętnościami komunikacyjnymi i empatią.
Podsumowując różnicę zdań:
- Karp (Palantir): humanistyka straci wartość rynkową, liczy się rzemiosło i odmienność poznawcza
- Teevan (Microsoft): myślenie krytyczne i metacognicja, budowane przez liberalne wykształcenie, będą kluczowe
- Amodei (Anthropic): kompetencje miękkie i człowieczeństwo zyska na znaczeniu, nie straci
Rynek pracy dla Gen Z się kurczy
Na tym tle sytuacja młodego pokolenia wchodzącego na rynek pracy jest naprawdę trudna. Stanowiska dla absolwentów bez doświadczenia znikają szybciej, niż uczelnie są w stanie dostosować swoje programy. Wielu przedstawicieli pokolenia Z dochodzi do tych samych wniosków co Karp, tyle że bez jego fortuny i możliwości. Dyplom przestaje być biletem wstępu. Pytanie, czym go zastąpić, pozostaje otwarte.
