Brytyjskie Society of Authors ogłosiło w tym tygodniu uruchomienie programu certyfikacji „Human Authored” – pierwszego tego rodzaju systemu znakowania wprowadzonego przez branżowe stowarzyszenie w Wielkiej Brytanii. Ogłoszenia dokonała pisarka Tracy Chevalier podczas London Book Fair, które w dniach 10–12 marca 2026 roku po raz ostatni odbywa się w Olimpii w Kensington.
Schemat jest prosty: autorzy rejestrują swoje książki i pobierają logo „Human Authored”, które mogą umieścić na okładce lub stronie tytułowej. Logotyp – okrągły, z sylwetką człowieka i podpisem „Certifying Human Creativity in an AI World” – staje się sygnałem dla czytelników, że trzymają w rękach coś napisanego przez żywego człowieka, a nie wygenerowanego przez model językowy.
Program powstał we współpracy z amerykańskim Authors Guild, który uruchomił podobną certyfikację kilka miesięcy wcześniej. Od marca 2026 roku system jest otwarty dla wszystkich autorów publikujących w USA – wcześniej dostęp był zarezerwowany wyłącznie dla członków gildii. Koszt certyfikacji to 10 dolarów za tytuł, choć dla członków stowarzyszenia opłata jest umarzana.
Rynek tonie w AI-generowanym „śmieciowym” contencie
Kontekst tej inicjatywy jest bardzo konkretny. Platformy sprzedażowe, przede wszystkim Amazon Kindle Direct Publishing, zostały w ostatnich latach zalane publikacjami generowanymi przez AI – powieściami, poradnikami, książkami dla dzieci, które powstają w kilka godzin. Jak mówi Mary Rasenberger, CEO Authors Guild: „Now, with AI-generated spam titles flooding the various platforms, there’s growing pressure on authors and publishers to differentiate human-written work from the slop.”
W branży mówi się wprost o „slop” – masowej produkcji treści o niskiej wartości literackiej, która optycznie wypełnia półki i zaburza widoczność prawdziwych autorów.
Nie tylko powieści. Badanie Society of Authors z 2024 roku wykazało, że generatywna AI zastąpiła zdolności zawodowe ponad jednej trzeciej tłumaczy w Wielkiej Brytanii. To nie jest odległa przyszłość.
Certyfikat honorowy czy realna ochrona?
Tu warto się zatrzymać. Bo schemat ma istotne ograniczenie, które sami jego twórcy przyznają otwarcie: weryfikacja opiera się na deklaracji autora, nie na technologicznym wykrywaniu AI. Rasenberger przyznaje: „We are not going to be able to check upfront whether or not what they’re saying is true. However, they do have to certify that it is human written.”
System zakłada, że inni autorzy i czytelnicy będą zgłaszać nadużycia, a osoby, które skłamią, narażają się na konsekwencje prawne.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: Rozumiem intencje stojące za inicjatywą i naprawdę trzymam kciuki za jej powodzenie. Ale mam jedno podstawowe pytanie: czy certyfikat oparty na deklaracji własnej autora to faktyczna ochrona, czy raczej gest symboliczny? Z jednej strony – nie istnieje dziś wiarygodna technologia wykrywania AI w tekście. Z drugiej – samo stworzenie rejestru i kosztownego procesu certyfikacji może odstraszać nieuczciwych. Pytanie brzmi, czy odstraszy tych, którzy naprawdę chcą zarobić na AI-generowanej treści pod ludzkim szyldem. Najbardziej realistycznym rozwiązaniem byłoby ustawowe wymuszenie znakowania treści generowanych przez AI – czego zarówno Authors Guild, jak i Society of Authors aktywnie się domagają. Do tego czasu certyfikat jest lepszy niż nic. Ale nie oszukujmy się, że to wystarczy.
Jakie książki się kwalifikują?
Warto wiedzieć, co dokładnie obejmuje certyfikacja. Reguły są przemyślane:
- Tekst musi być w całości napisany przez człowieka
- Dopuszczalne jest używanie AI jako narzędzia do sprawdzania pisowni i gramatyki
- Dozwolone jest korzystanie z AI do researchu czy burzy mózgów – pod warunkiem, że sam tekst literacki pochodzi od autora
- Niedopuszczalne jest generowanie treści literackich przez AI, nawet częściowe
- Każdy certyfikowany tytuł dostaje unikalny numer w publicznej bazie danych
Każdy może sprawdzić w tej bazie, czy dana książka przeszła certyfikację. To ważny element – transparentność wobec czytelnika.
Tymczasem w Londynie trwa protest
London Book Fair to w tym roku wyjątkowo gorące miejsce. Równolegle do targów, pisarze skupieni wokół Society of Authors protestują pod londyńską siedzibą Meta, żądając wyjaśnień w sprawie rzekomego trenowania modelu Llama 3 na milionach pirackich książek pobranych z serwisu LibGen. W protestach biorą udział m.in. Kate Mosse i Tracy Chevalier – ta sama, która ogłosiła certyfikat „Human Authored”.
Branża wydawnicza walczy więc na dwóch frontach jednocześnie: o prawo do oznaczania własnej pracy jako ludzkiej oraz o odszkodowania za to, że ta praca mogła być używana bez zgody do trenowania AI.
Certyfikat „Human Authored” to krok w dobrą stronę. Czy wystarczający – pokaże czas i to, czy platformy zdecydują się go honorować.
