Naukowcy z Niemiec zaprezentowali prototypy inteligentnych wózków inwalidzkich wyposażonych w AI, które potrafią samodzielnie poruszać się po pomieszczeniach po wydaniu polecenia głosowego. Czy technologia jest już gotowa na prawdziwe życie?
REXASI-PRO, czyli wózek który słucha
Zespół badawczy z Niemieckiego Centrum Badań nad Sztuczną Inteligencją (DFKI) w Bremie, kierowany przez Christiana Mandela i Serge’a Autexiera, opracował prototypy elektrycznych wózków inwalidzkich zdolnych do autonomicznego poruszania się w przestrzeniach pełnych przeszkód. Wyniki badań zaprezentowano na początku marca podczas konferencji CSUN Assistive Technology Conference w Anaheim w Kalifornii.
Każdy z dwóch identycznych prototypów wyposażono w dwa skanery lidarowe, kamerę 3D zainstalowaną przy podłokietniku, czujniki odometrii, interfejs użytkownika oraz komputer pokładowy zamontowany z tyłu wózka. Do tego system testowano z pomocą drona wyposażonego w kamery kolorowe i głębinowe, które mapowały otoczenie z lotu ptaka.
Projekt nosi nazwę REXASI-PRO (Reliable and Explainable Swarm Intelligence for People With Reduced Mobility) i zakłada dwa tryby pracy: półautonomiczny oraz w pełni autonomiczny. W trybie półautonomicznym użytkownik steruje joystickiem, a system pomaga omijać przeszkody. W trybie pełnej autonomii wystarczy wydać polecenie głosowe.
„Semiautonomous is the shared control system where the person sitting in the wheelchair uses the joystick to drive. Fully autonomous is controlled by natural-language input. You say, 'Please drive me to the coffee machine.'” – mówi Mandel.
Nawigacja opiera się na otwartym systemie ROS2 Nav2 oraz na technice SLAM (simultaneous localization and mapping), pozwalającej wózkowi budować mapę otoczenia w czasie rzeczywistym i jednocześnie lokalizować się na niej. Użytkownik wydaje polecenie głosowe, potwierdza je przez interfejs i… wózek jedzie.
Technologia kontra rzeczywistość
Brzmi świetnie. Ale czy działa poza laboratorium?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
Nie sposób nie docenić kierunku, w jakim zmierza ta technologia. Autonomiczne wózki inwalidzkie to jeden z tych obszarów zastosowań AI, gdzie realne korzyści dla konkretnych ludzi są bezdyskusyjne. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Laboratorium to nie blok mieszkalny z wąskimi korytarzami, mokrą podłogą i dziećmi biegnącymi na oślep. Pojawia się więc pytanie, które zadaję sobie przy każdej podobnej technologii: kto za to zapłaci i czy system faktycznie zadziała w dniu, kiedy naprawdę będzie potrzebny? Nie twierdzę, że badacze idą w złym kierunku – wręcz przeciwnie. Cieszę się, że AI trafia tam, gdzie może naprawdę zmienić jakość życia. Ale od prototypu do produktu, który lekarz może wypisać na receptę, a NFZ (albo jego zagraniczny odpowiednik) sfinansować – droga bywa bardzo długa.
Pooja Viswanathan, CEO firmy Braze Mobility z Toronto, która produkuje czujniki wykrywające martwe strefy dla elektrycznych wózków inwalidzkich, wskazuje na trzy główne bariery wdrożeniowe:
- Koszt – systemy finansowania często nie obejmują zaawansowanych dodatków technologicznych bez jasnych dowodów wartości i bezpieczeństwa
- Niezawodność – wózek musi działać nie tylko w idealnych warunkach, ale też w chaotycznej codzienności
- Czynnik ludzki – użytkownicy mają różne potrzeby poznawcze, ruchowe, sensoryczne i środowiskowe, więc jedno rozwiązanie rzadko pasuje do wszystkich
„Cost remains a major barrier. Funding systems are often not designed to support advanced add-on intelligence unless there is very clear evidence of value and safety” – mówi Viswanathan.
Więcej czujników, więcej problemów?
Louise Devinge, inżynierka badań biomedycznych z instytutu IRISA we Francji, zwraca uwagę na problem rosnącej złożoności systemów. Im więcej czujników, obliczeń i autonomii, tym trudniej zagwarantować niezawodne działanie w pełnym spektrum środowisk, z jakimi stykają się użytkownicy wózków. To nie jest czysto akademicka obserwacja – to realne wyzwanie inżynierskie, z którym mierzy się każdy zespół pracujący nad asystywną robotyką.
Braze Mobility przyjęła inne podejście niż DFKI. Zamiast budować całkowicie nowy, autonomiczny pojazd, firma tworzy moduły sensoryczne, które można dodać do dowolnego istniejącego wózka elektrycznego. Efekt: inteligentny wózek bez konieczności wymiany całego sprzętu. Podejście bardziej pragmatyczne i potencjalnie dostępniejsze finansowo.
Kiedy trafi na rynek?
Mandel szacuje, że inteligentne wózki inwalidzkie gotowe na masowy rynek pojawią się w ciągu 10 lat. Optymizm badacza wynika częściowo z jego własnej historii – jako młody naukowiec pracował nad wózkiem sterowanym joystickiem głowicy i podczas testów doznał pewnego przełomu myślowego.
Obserwując użytkowników z poważnymi niepełnosprawnościami, którzy bez trudu manewrowali przez wąskie przejścia, zrozumiał, że technologia ma sens tylko wtedy, gdy naprawdę uzupełnia ludzkie możliwości, a nie próbuje je zastąpić. Jak sam mówi: „never underestimate what wheelchair users can do without it.”
To zdanie powinno wisieć nad wejściem do każdego laboratorium zajmującego się asystywną AI. Nie chodzi o to, żeby maszyna wyręczyła człowieka. Chodzi o partnerstwo.
Co dalej z autonomicznymi wózkami?
Badania DFKI wpisują się w szerszy trend: AI przestaje być narzędziem wyłącznie dla korporacji i startupów finansowych, a coraz częściej trafia do medycyny, rehabilitacji i technologii asystywnych. Wózek, który jedzie na polecenie głosowe, omija przeszkody i współpracuje z infrastrukturą budynku, to nie science fiction – to kwestia czasu i pieniędzy.
Pytanie nie brzmi już „czy”, ale „kiedy i dla kogo”. I właśnie na to pytanie badacze, producenci i systemy opieki zdrowotnej na całym świecie muszą znaleźć wspólną odpowiedź.
