Kiedy PlayStation 5 trafiło na rynek pięć i pół roku temu, kosztowało w Wielkiej Brytanii 449 funtów. Dziś ta sama konsola to wydatek 569,99 funta, a model Pro wyceniono na 789,99 funta. Sony właśnie ogłosiło kolejną podwyżkę o 90 funtów i po raz pierwszy w historii konsola nie taniej z wiekiem, lecz drożeje.
To coś bezprecedensowego. Sprzęt do gier zawsze tracił na cenie wraz z upływem czasu, aż w końcu trafiał do kolekcjonerów. Teraz działa odwrotnie. I choć za drożyznę odpowiada wiele czynników, jeden wybija się ponad resztę: szał inwestycyjny wokół sztucznej inteligencji.
AI wysadza ceny pamięci
Centra danych napędzające modele AI pochłaniają ogromne ilości pamięci RAM i nośników. Producenci chipów przestawili produkcję na komponenty dla klientów korporacyjnych, bo tam jest największy zysk. W efekcie konsumenci, gracze i zwykli użytkownicy dostają gorsze warunki i wyższe ceny. To prosta ekonomia popytu i podaży, tyle że podaż celowo kieruje się gdzie indziej.
Do tego dochodzą obiektywne czynniki makroekonomiczne: konflikty zbrojne na Ukrainie i w Iranie destabilizują łańcuchy dostaw, a inflacja zjadła marże niemal każdej firmy na rynku. Ale jak trafnie ujął to Chris Person, były dziennikarz Kotaku, pisząc dla serwisu Aftermath:
„I’m tired of these useless jackasses making the computer expensive.” / „Mam dość tych bezmyślnych idiotów, którzy drożą komputery.”
Nie tylko Sony
PC gracze odczuwają to najmocniej. Nvidia z dnia na dzień stała się jedną z najcenniejszych spółek świata, a jej akcje windują ceny kart graficznych do absurdalnych poziomów. Topowe modele kosztują dziś ponad 1000 funtów. W październiku ubiegłego roku kapitalizacja rynkowa Nvidii przekroczyła 5 bilionów funtów. Akcjonariusze świętują. Gracze płacą.
Ale problem wykracza daleko poza segment PC:
- Valve wyprzedał zapasy Steam Decków i ma problemy z produkcją kolejnych
- Spekuluje się, że przystępne cenowo Steam Machine może w ogóle nie wejść na rynek
- Nintendo produkuje mniej konsol Switch 2 i podniosło ceny fizycznych gier o 10 dolarów w USA
- Sony bije kolejne rekordy cenowe
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
Rozumiem frustrację graczy i rozumiem też gniew publicystów pokroju Kezy MacDonald. Ale warto patrzeć na to bez emocji. AI nie jest tu jedynym winnym, choć jest najwygodniejszym chłopcem do bicia. Inflacja, koszty energii, geopolityka, zakłócone łańcuchy dostaw – to wszystko składa się na ten rachunek, który płacimy wszyscy. Problem w tym, że inwestycje w AI nie przekładają się jeszcze na realne korzyści dla przeciętnego użytkownika. Płacimy już teraz za coś, z czego korzystają na razie nieliczni, i to głównie do generowania treści, których nikt nie prosił. To uczciwe pytanie: kto podjął decyzję, że tak właśnie ma wyglądać ten deal?
„Oni nie kochają komputerów”
MacDonald cytuje Persona w szerszym kontekście i ta obserwacja jest celna. Mówi on o ludziach, którzy przez całe życie majsterkowali przy sprzęcie, dawali urządzeniom drugie życie zamiast wyrzucać je na śmietnik. Tymczasem obecna fala entuzjastów AI, według niego, nie ma z tym wspólnoty:
„I grew up making computers. I enjoy jailbreaking closed hardware that would otherwise become e-waste, like robot vacuums and Amazon devices, and giving them a second life as something ethical… the rabid adherents of AI do not love computers; maybe they never did. They love money and having a mistake-prone LLM do their work for them.” / „Dorastałem, budując komputery. Lubię odblokowywać zamknięty sprzęt, który inaczej trafiłby na śmietnik – odkurzacze robotyczne, urządzenia Amazon – i dawać mu drugie życie. Zagorzali wyznawcy AI nie kochają komputerów. Może nigdy nie kochali. Kochają pieniądze i to, że podatny na błędy model językowy robi za nich robotę.”
To nie jest rant przeciwko Sony. Sony podnosiło ceny mniej więcej w tempie inflacji przez ostatnie sześć lat. Wzrost kosztów życia o prawie 30% w ciągu pięciu lat to brutalna rzeczywistość dla wszystkich producentów. Ale – i tu tkwi sedno – część tej inflacji napędza właśnie bańka AI. Zamknięty ekosystem, w którym wąska grupa bardzo bogatych ludzi zarabia fortunę, wciskając technologię, której nikt nie zamawiał, podczas gdy to, czego faktycznie chcemy, staje się coraz droższe.
Gramy mimo wszystko
Wśród tego wszystkiego MacDonald poleca Hozy – spokojną grę o sprzątaniu, remontowaniu i urządzaniu pomieszczeń. Coś w stylu Unpacking, ale z ładniejszym oświetleniem i lepszym katalogiem mebli. Trzy godziny, PC, czysta przyjemność porządkowania przestrzeni bez żadnego związku z geopolityką ani cenami RAM.
Czasem tyle wystarczy.
