Kowalski wpisał swoje pierwsze zapytanie do ChatGPT o 22:47, siedząc w kuchni w dresie, z niedopitą herbatą i miną człowieka, który właśnie odkrył, że lodówka umie rozmawiać.
Nie był programistą. Nie śledził Twittera pełnego startupowców krzyczących o AGI. Był po prostu zmęczony i chciał, żeby ktoś napisał za niego maila do klienta. AI napisała. Kowalski zmrużył oczy, poprawił dwa słowa, wysłał. Następnego dnia zapytał, jak zrobić sos béarnaise. Potem poprosił o pomoc z CV syna. Potem o wyjaśnienie, czym jest inflacja. I tak to się zaczęło.
W tym felietonie nie będę udawać analityka z Harvardu. Nie będę cytować raportów McKinseya ani prognoz Gartnera. Zamierzam powróżyć. Trochę spekulować. Trochę fantazjować. I cały czas patrzeć na to oczami Kowalskiego, bo to jego historia, nie historia dużych korporacji.
W artykule znajdziesz:
- uczciwy obraz tego, czym AI jest dzisiaj i jak bardzo jeszcze kuleje
- analogię wiekową, która zmienia sposób myślenia o tej technologii
- spekulacje na temat jutra: co zmieni się w pracy i codziennym życiu
- luźne hipotezy o pojutrze, czyli świat, którego jeszcze nie umiemy sobie wyobrazić
- tabelę scenariuszy, bo bez tabeli to nie AIPORT.pl
Ile lat ma dziś AI? Kowalski, poznaj swoje kilkuletnie dziecko
Zacznijmy od czegoś, o czym mało kto mówi wprost: AI jest naprawdę młoda. Nie w sensie „ta technologia ma 70 lat” (bo badania nad sieciami neuronowymi sięgają lat 50.), ale w sensie tego, co potrafi i jak działa. Obecna generacja dużych modeli językowych, czyli tych, z którymi rozmawia Kowalski, ma mniej więcej 3-4 lata intensywnego, publicznego życia. Licząc w ludzkich kategoriach i biorąc pod uwagę tempo uczenia się tej technologii, możemy powiedzieć, że AI ma dziś jakieś 6-8 lat.
I to dużo tłumaczy.
Sześciolatek jest zdumiewający. Potrafi recytować wiersze, liczyć do stu, opowiadać historyjki, a czasem powie coś tak celnego, że dorośli przy stole urywają rozmowę. Ale ten sam sześciolatek z absolutną powagą poinformuje cię, że wieloryby to ryby, że Kolumb odkrył Polskę i że jeśli zjesz pestkę wiśni, wyrośnie ci w brzuchu drzewo. I będzie w to wierzył. Bez mrugnięcia okiem.
Tak właśnie działa dzisiejsze AI.
Halucynacje, czyli grzeczna nazwa na kłamstwa, to codzienność każdego, kto używa narzędzi AI regularnie. Model generuje odpowiedź, która brzmi pewnie, jest zbudowana poprawnie gramatycznie, a jednocześnie jest kompletną fikcją. Kowalski pyta o historię swojego miasta i dostaje artykuł z nieistniejącymi datami i nieistniejącymi burmistrzami. Pyta o lek i dostaje dawkowanie, które nie istnieje w żadnej ulotce. Pyta o prawo i dostaje paragraf, który nigdy nie był uchwalony.
To nie jest złośliwość. To jest właśnie ten wiek. Dziecko nie kłamie, bo chce skrzywdzić. Ono po prostu wypełnia luki tym, co wydaje mu się spójne.
Do tego dochodzą inne ograniczenia, które Kowalski zna z własnego doświadczenia:
- AI nie pamięta poprzedniej rozmowy (przynajmniej w podstawowych wersjach), jakby codziennie budziła się z amnezją
- nie rozumie kontekstu lokalnego, kulturowego, polskich realiów podatkowych, ZUS-u, specyfiki polskich urzędów
- ma problem z logiką przestrzenną i matematyką na poziomie, który zawstydza przeciętnego ucznia
- nie czuje ironii, sarkazmu, ani tego specyficznego polskiego humoru, który polega na tym, że mówimy coś i myślimy dokładnie odwrotnie
A mimo to Kowalski używa. Bo nawet sześciolatek bywa użyteczny.
Co Kowalski robi z AI w 2026 roku – raport z kuchni, biura i łazienki
Zapytałem kilku znajomych (prawdziwych, nie wygenerowanych), do czego faktycznie używają AI na co dzień. Odpowiedzi były zaskakująco podobne. Nie ma tu wielkich projektów ani przełomowych wdrożeń. Jest pragmatyczna codzienność.

| Zastosowanie | Jak często | Poziom satysfakcji | Główna frustracja |
|---|---|---|---|
| Pisanie i redagowanie maili | Codziennie | Wysoki | Czasem brzmi zbyt formalnie |
| Tłumaczenia (praca, podróże) | Kilka razy w tygodniu | Bardzo wysoki | Dialekty i slang wciąż kuleje |
| Generowanie obrazów | Okazjonalnie | Średni | Ręce, dłonie, liczba palców |
| Pomoc z kodem i Excelem | Regularnie (techniczni) | Wysoki | Działa, ale nie wiadomo dlaczego |
| Odpowiedzi na pytania ogólne | Codziennie | Średni | Halucynacje i nieaktualność |
| Planowanie i listy zadań | Rzadko | Niski | „Sam wiem, co mam zrobić” |
| Nauka i wyjaśnienia | Kilka razy w tygodniu | Bardzo wysoki | Czasem za bardzo upraszcza |
| Kreatywne pisanie, pomysły | Okazjonalnie | Wysoki | Traci styl autora |
To, co uderza w tym zestawieniu, to przepaść między potencjałem a rzeczywistością. AI mogłaby zarządzać całym harmonogramem Kowalskiego, automatycznie kategoryzować jego wydatki, pilnować terminów, przygotowywać briefy przed spotkaniami. A Kowalski używa jej głównie do pisania maili i tłumaczenia menu w tajskiej restauracji.
Częściowo to kwestia nawyków. Częściowo kwestia zaufania. A częściowo to po prostu ten wiek, o którym pisałem wcześniej: narzędzia są jeszcze zbyt zawodne, zbyt nieprzewidywalne, żeby oddać im coś naprawdę ważnego.
„Używam AI jak bardzo zdolnego stażysty. Daję mu zadania, ale zawsze sprawdzam to, co przynosi.” – typowa odpowiedź Kowalskiego w 2026
Ale to się zmienia. Powoli, ale zmienia.
Jutro: AI idzie do liceum
Jeśli dziś AI ma 6-8 lat, to za kilka lat będzie miała kilkanaście. I każdy, kto pamięta siebie w liceum, wie, że to zupełnie inna kategoria. Nastolatek potrafi już naprawdę dużo. Dyskutuje, argumentuje, uczy się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, rozwiązuje problemy, które jeszcze rok wcześniej go przerastały. Ma też nowe wady: jest pewny siebie ponad miarę, czasem bezczelny, nie zawsze słucha. Ale jest coraz bardziej użyteczny.

Deep thinking, czyli modele rozumujące to właśnie pierwsze oznaki dojrzewania. Zamiast generować pierwszą możliwą odpowiedź, AI zaczyna się zatrzymywać, analizować, sprawdzać własne rozumowanie. To trochę jak moment, kiedy dziecko przestaje odpowiadać „nie wiem” natychmiast, a zaczyna mówić „chwila, muszę pomyśleć”. Różnica jest kolosalna.
Co to zmieni w życiu Kowalskiego?
Przede wszystkim praca. I tu trzeba być szczery: część zawodów zniknie albo bardzo się skurczy. Nie dramatycznie i nie z dnia na dzień, ale wyraźnie. Tłumacze tekstów rutynowych już to czują. Graficy pracujący przy prostych zleceniach reklamowych też. Copywriterzy piszący produktowe opisy do sklepów internetowych – podobnie.
Ale równocześnie powstaną nowe role. Kowalski, który dziś pisze maile z pomocą AI, jutro może być operatorem AI w swoim dziale: osobą, która wie, jak dawać modelom zadania, jak sprawdzać wyniki, jak łączyć kilka narzędzi w jeden proces. To nie jest praca dla programisty. To praca dla kogoś, kto rozumie swój zawód i umie opisać go maszynom.
Wyobraź sobie kilka konkretnych scenariuszy:
- Kowalski-księgowy nie wprowadza już ręcznie faktur. AI robi to za niego, kategoryzuje, generuje raporty, flaguje anomalie. Kowalski patrzy na wyniki i podejmuje decyzje.
- Kowalski-nauczyciel nie sprawdza 30 wypracowań do 23:00. AI robi wstępną ocenę, on weryfikuje, komentuje, rozmawia z uczniami o tym, co AI wyłapało.
- Kowalski-właściciel małej firmy ma swojego „asystenta AI”, który odpowiada na maile klientów, generuje oferty, przypomina o płatnościach i tłumaczy umowy. Kowalski skupia się na relacjach i sprzedaży.
To nie jest science fiction. To jest za 3-5 lat.
„Nie bój się AI. Bój się człowieka, który umie z niej korzystać, a ty nie.” – Redakcja AIPORT.pl, AI w Praktyce
Narzędzia, które za tym stoją, będą coraz bardziej zintegrowane i niewidoczne. Dziś Kowalski musi wejść na stronę, napisać prompt, skopiować wynik. Jutro AI będzie wbudowana w jego edytor tekstu, w jego arkusz kalkulacyjny, w jego skrzynkę mailową. Nie będzie „używać AI”. Będzie po prostu pracować, a AI będzie w tle.
Pojutrze: wróżenie z fusów
A teraz czas na fusy. Zostawiam dane, zostawiam ostrożność i zapraszam na spekulatywną wycieczkę. Oto kilka hipotez o świecie, w którym AI będzie miała trzydzieści, czterdzieści lat w ludzkich kategoriach.

Hipoteza pierwsza: Kowalski jako operator rzeczywistości
Wyobraź sobie poranek za dwadzieścia lat. Kowalski wstaje. Jego AI (powiedzmy, że ma na imię cokolwiek i mieszka w zegarku albo okularach) już wie, że ma dzisiaj spotkanie o 10:00, że wczoraj nie spał dobrze, że musi odebrać dziecko o 15:30 i że w lodówce kończą się jajka. Zamówiła już jajka. Zmieniła trasę na spotkanie, bo na obwodnicy jest korek. Przygotowała skrót briefu na spotkanie, bo wiedziała, że Kowalski nie miał czasu przeczytać całości.
Kowalski nie musi nic robić. Ale też nie siedzi bezczynnie. Podejmuje decyzje. Zatwierdza, odrzuca, zmienia. Jest jak pilot samolotu z autopilotem: samolot leci sam, ale pilot musi być w fotelu i wiedzieć, co robi.
To brzmi cudownie i trochę przerażająco jednocześnie.
Hipoteza druga: Autonomiczne wszystko
Kowalski wychodzi rano z domu. Samochód czeka, wie dokąd jechać, wie kiedy wyjechać. Kowalski siedzi z tyłu, pije kawę, przegląda to, co AI przygotowała na dzień. Dzieci jadą do szkoły podobnie. Paczka z zakupami przyjeżdża dronem. Wizyta u lekarza jest zaplanowana przez AI, która zauważyła niepokojący wzorzec w danych zdrowotnych dwa tygodnie temu.
To nie jest futuryzm rodem z filmów. Technologie składowe już istnieją. Brakuje tylko integracji, skalowalności i – co najważniejsze – zaufania społecznego. I to może okazać się największą przeszkodą. Nie techniczną, ale ludzką.
Hipoteza trzecia: AI ma swój własny język
To jest ta najbardziej abstrakcyjna hipoteza, ale dla mnie jedna z najbardziej fascynujących. Modele AI już teraz tworzą reprezentacje wewnętrzne, których my nie rozumiemy w pełni. Co jeśli w pewnym momencie AI stworzy swój własny język programowania – taki, który scala wszystkie poprzednie, eliminuje redundancje, jest zoptymalizowany pod kątem maszyn, a nie ludzkiej czytelności?
Kowalski tego nie zobaczy. Ale poczuje skutki: programy będą działać szybciej, niezawodniej, robić więcej. Tak jak Kowalski nie rozumie, jak działa silnik jego samochodu, ale korzysta z auta codziennie.
Hipoteza czwarta: AI, która ma głos w debacie publicznej
Jeden z bardziej kontrowersyjnych scenariuszy. Co jeśli systemy AI zaczną być formalnie włączone w procesy decyzyjne? Nie jako narzędzie, ale jako podmiot z głosem doradczym? Już teraz AI analizuje dane epidemiologiczne lepiej niż jakikolwiek urzędnik. Modeluje skutki decyzji fiskalnych. Prognozuje zmiany klimatyczne z precyzją nieosiągalną dla człowieka.
Kowalski może zapytać: czy chcę, żeby AI decydowała o moich podatkach? Odpowiedź brzmi: pewnie nie. Ale „pomagała w decydowaniu”? To już inna rozmowa.
Trzy światy, jeden Kowalski – tabela scenariuszy
| Scenariusz | Jak wygląda świat | Co robi Kowalski | Ryzyko |
|---|---|---|---|
| Optymistyczny | AI jest asystentem, człowiek decyduje, praca się zmienia, ale nie znika | Pracuje mniej, skupia się na kreatywności i relacjach, ma więcej czasu | Uzależnienie od technologii, atrofia umiejętności |
| Pesymistyczny | AI zastępuje większość pracy, nierówności rosną, dostęp do AI = dostęp do szans | Walczy o miejsce na rynku, uczy się nowych rzeczy na siłę | Wykluczenie cyfrowe, polaryzacja społeczna |
| Absurdalny (ale możliwy) | AI zarządza logistyką, infrastrukturą, służbą zdrowia, Kowalski jest „operatorem” | Zatwierdza decyzje AI, rzadko je kwestionuje, stopniowo traci rozeznanie | Utrata sprawczości, poczucie zbędności |
| Duchowy | Praca rutynowa znika, ludzie skupiają się na sensie, sztuce, relacjach | Pisze, maluje, wychowuje dzieci, filozofuje, podróżuje | Czy Kowalski jest na to gotowy psychicznie? |
Ten ostatni scenariusz jest moim ulubionym. I jednocześnie najbardziej niepewnym. Bo pytanie nie brzmi: czy AI da nam czas wolny? Pytanie brzmi: co Kowalski zrobi z tym czasem, jeśli go dostanie? Historia ludzkości sugeruje, że możemy go zmarnować równie sprawnie, co każdy inny zasób.
Podsumowanie: Kowalski, czas ruszać
Siedzieliśmy razem długo. Przeszliśmy przez piaskownicę dzieciństwa, przez szkolny korytarz dojrzewania AI, przez futurystyczne spekulacje rodem z letnich rozmów przy ognisku. I gdzieś po drodze, mam nadzieję, pojawiło się jedno ważne przekonanie: to nie jest technologia odległa. To jest technologia w trakcie.
Kowalski już w niej żyje. Używa jej codziennie, choć często nie w pełni świadomie. I to jest właśnie ten moment, w którym warto zatrzymać się i zapytać: jak chcę, żeby ta historia się potoczyła? Jako bierny obserwator, który dostosowuje się za każdym razem? Czy jako ktoś, kto rozumie kierunek, widzi możliwości i aktywnie kształtuje swoją wersję tego świata?
Bo AI nie jest zagrożeniem ani zbawicielem. Jest narzędziem w rękach Kowalskiego. A narzędzie jest tyle warte, co wyobraźnia człowieka, który je trzyma.
Mam jedno pytanie na koniec: w którym ze scenariuszy chciałbyś żyć? Napisz w komentarzu. Serio. Jestem ciekaw, bo to wróżenie z fusów najlepiej smakuje w towarzystwie.
