Według najnowszych doniesień Microsoft ma wprowadzić na rynek Windows 12 jeszcze w 2026 roku. Nowy system ma być modularny, nastawiony na sztuczną inteligencję i częściowo oparty na modelu subskrypcyjnym.
To nie jest kolejna plotka z ciemnego zakątka internetu. Portal PCWorld, powołując się na swoje źródła, opisuje system o wewnętrznym kryptonimie „Hudson Valley Next” jako prawdziwy przełom w historii Windows. Premiera ma nastąpić mniej więcej wtedy, gdy Microsoft zakończy wsparcie dla Windows 10, czyli jesienią tego roku. Zbieżność? Raczej nie.
Co to właściwie oznacza „modularny Windows”?
Sercem nowej architektury ma być projekt CorePC, nad którym Microsoft pracuje od kilku lat. W uproszczeniu: użytkownik będzie mógł dostosować system do swoich potrzeb, dodając lub usuwając poszczególne komponenty. Dla gracza będzie to inna konfiguracja niż dla biurowego pracownika czy dewelopera.
Poza tym wizualnie ma być zupełnie inaczej niż dziś:
- przezroczyste elementy interfejsu (efekt „szkła”)
- pływający pasek zadań
- bardziej adaptacyjny układ całego UI
Brzmi dobrze. Naprawdę.
Copilot nie jako dodatek, ale jako rdzeń systemu
Tu zaczyna się problem. Microsoft konsekwentnie wciska Copilota w każdy zakamarek swojego ekosystemu, a Windows 12 ma pójść o krok dalej: asystent AI ma stać się integralną częścią systemu, a nie opcjonalnym narzędziem, które można zignorować.
Co więcej, część funkcji ma być dostępna wyłącznie w ramach subskrypcji. Szczegółów jeszcze nie znamy, ale „advanced AI services” to sformułowanie, które w strategii Microsoftu oznacza zazwyczaj dodatkowe koszty dla użytkownika.
Komentarz: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Modularność Windowsa to pomysł, na który wielu czekało latami. Jeśli Microsoft rzeczywiście dostarczy architekturę, która pozwoli nam mieć lżejszy system bez zbędnych śmieci, to krok w dobrą stronę. Problem w tym, że ta sama firma, która oferuje nam „elastyczność”, jednocześnie blokuje nam dostęp do pełni systemu za paywallem i wymusza konkretny sprzęt. To nie jest wolność wyboru, to jest wolność w cudzysłowie. Mam wrażenie, że Microsoft powoli zmierza w kierunku modelu, który znamy z abonamentów SaaS: płacisz co miesiąc albo tracisz funkcje. Pytanie brzmi: czy użytkownicy to zaakceptują, skoro przez dekady przyzwyczajali się do jednorazowego zakupu? I czy ktoś w Redmond naprawdę przemyślał, co stanie się z setkami milionów pecetów bez NPU?
NPU, czyli wykluczenie milionów użytkowników
Windows 11 wymagał TPM 2.0, co w swoim czasie wywołało niemałe zamieszanie. Windows 12 idzie dalej: nowym wymogiem sprzętowym ma być NPU (Neural Processing Unit), czyli dedykowany procesor do obsługi zadań związanych ze sztuczną inteligencją.
NPU to wciąż technologia nieobecna w większości komputerów na rynku. Dla przeciętnego użytkownika z komputerem sprzed 3-4 lat to zła wiadomość: system po prostu nie zadziała na starym sprzęcie. Microsoft daje jednak pewną furtkę – wsparcie dla Windowsa 11 ma potrwać jeszcze kilka lat.
Co dalej?
Oficjalnego potwierdzenia ze strony Microsoftu na razie nie ma. Całość bazuje na przeciekach i analizach branżowych, więc cokolwiek może się jeszcze zmienić. Biorąc jednak pod uwagę tempo, w jakim Microsoft integruje AI z całym swoim portfolio, kierunek wydaje się oczywisty.
Windows 12 jako system z AI w centrum, częściową subskrypcją i nowymi wymogami sprzętowymi to nie jest zaskoczenie. To logiczna konsekwencja strategii, którą Redmond realizuje od co najmniej dwóch lat.
Pytanie tylko: czy rynek to kupi?
