Boris Cherny, inżynier Anthropic i twórca Claude Code, rzucił niedawno stwierdzenie, które wywołało spore poruszenie w środowisku technologicznym. Jego zdaniem tytuł „software engineer” zniknie jeszcze w 2026 roku, zastąpiony przez coś bardziej rozmytego i demokratycznego: „builder”.

Cherny powiedział to wprost w podcaście Lenny’ego Rachitsky’ego:
„I think by the end of the year, everyone is going to be a product manager, and everyone codes. The title software engineer is going to start to go away. It’s just going to be replaced by 'builder,’ and it’s going to be painful for a lot of people.”
Brzmi jak kolejna technologiczna przesada? Może. Ale Cherny to nie przypadkowy komentator – to człowiek, który stworzył narzędzie aktywnie przeorywujące sposób, w jaki programiści pracują na co dzień.
Claude Code: od projektu pobocznego do rewolucji
Claude Code trafił na rynek rok temu i od tamtej pory zmienił sporo. To nie jest zwykły chatbot do pisania kodu – narzędzie działa agentycznie, czyli może samodzielnie wykonywać zadania przy minimalnym nadzorze człowieka. Jeden z seniorowych inżynierów Google napisał na platformie X, że Claude Code odtworzył rok jego pracy w ciągu godziny:
I'm not joking and this isn't funny. We have been trying to build distributed agent orchestrators at Google since last year. There are various options, not everyone is aligned… I gave Claude Code a description of the problem, it generated what we built last year in an hour.
— Jaana Dogan ヤナ ドガン (@rakyll) January 2, 2026
Cherny przyznaje, że sam nie napisał ręcznie ani jednej linijki kodu od listopada. Zaznacza jednak, że nadal sprawdza to, co Claude generuje: „I don’t think we’re at the point where you can be totally hands-off, especially when there’s a lot of people running the program. You have to make sure that it’s correct, you have to make sure it’s safe.”
Drukarka Gutenberga w wersji 2.0
Cherny sięgnął po metaforę, którą dobrze znamy. Porównuje AI do prasy drukarskiej – skrybowie nie zniknęli overnight, ale ich rola fundamentalnie się zmieniła. Zamiast kopiować księgi, zaczęli ozdabiać je ilustracjami, zajmować się introligatorstwem, robieniem rzeczy, które ich naprawdę interesowały.
Warto pamiętać, że tę samą metaforę wielokrotnie przywoływał Mark Zuckerberg, kiedy tłumaczył, jak social media „wyzwolił” media tradycyjne. Historia pokazała, że prasa drukarska nie była tylko narzędziem demokratyzacji wiedzy – dała też potężny impuls propagandzie, fake newsom i rozbiła wielowiekowe struktury władzy. Reformacja protestancka to jeden z bezpośrednich skutków Gutenberga. Świat wciąż trawi reperkusje rewolucji social media, a tu już puka kolejna prasa drukarska.
Komentarz: Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl
Rozumiem entuzjazm Cherny’ego – sam twórca narzędzia jest naturalnie przekonany do jego rewolucyjności. Ale warto zachować chłodną głowę. Z jednej strony widzimy realne dane: narzędzia agentyczne faktycznie skracają czas realizacji zadań programistycznych w sposób, który jeszcze rok temu wydawałby się niemożliwy. To nie jest hype, to jest rzeczywistość, którą widzę w rozmowach z polskimi firmami technologicznymi.
Z drugiej strony – przewidywanie końca konkretnego zawodu „do końca roku” to hazard. Ile razy słyszeliśmy podobne deklaracje? Prawnicy mieli zniknąć z ChatGPT 4. Graficy z Midjourney. Copywriterzy z pierwszymi wersjami LLM. Wszyscy nadal pracują. Pytanie, które naprawdę mnie interesuje, brzmi inaczej: kto zapłaci cenę tej transformacji? Bo jeśli Cherny ma rację, że „it’s going to be painful for a lot of people”, to czy branża AI – w tym Anthropic – bierze odpowiedzialność za tych ludzi, czy tylko zatrudnia ekonomistów do raportów, które nikt nie czyta?
Nie tylko programiści
Cherny idzie dalej. Twierdzi, że zmiana nie dotknie wyłącznie branży software. Narzędzia takie jak Cowork – bardziej przyjazna użytkownikom wersja Claude Code, którą Anthropic wypuściło na początku lutego – mają objąć „pretty much any kind of work that you can do on a computer.”
Produkty te potrafią już dziś samodzielnie obsługiwać Google Docs, e-mail i Slack. Cherny przyznaje, że korzysta z nich do automatycznego przypominania członkom zespołu o aktualizacji wspólnych arkuszy kalkulacyjnych.
Jego rada dla wszystkich, którzy chcą przetrwać ten moment? Kilka konkretnych wskazówek:
- Eksperymentuj z narzędziami, nie bój się wchodzić na „bleeding edge”
- Zostań generalistą, przekraczaj granice między dyscyplinami
- Łącz rozumienie AI z designem, biznesem, infrastrukturą
- Myśl o szerszym problemie, który rozwiązujesz, nie tylko o jego technicznej stronie
Anthropic i wielkie „to nie nasza sprawa”
W obliczu tych wszystkich prognoz Cherny powtórzył znany refren liderów Anthropic: przyszłe implikacje technologii „shouldn’t be up to us” i że całe społeczeństwo musi przeprowadzić większą rozmowę o przyszłości pracy. Firma zatrudnia ekonomistów i ekspertów ds. polityki społecznej, żeby badać skutki swoich narzędzi.
Jednocześnie Anthropic planuje IPO w 2026 roku i nie zapowiada żadnego spowolnienia tempa wdrożeń. To napięcie między deklarowaną troską o skutki społeczne a bezwarunkowym gazowaniem naprzód pozostaje centralnym paradoksem całej branży AI.
„I do think in the meantime, it’s going to be very disruptive, and it’s going to be painful for a lot of people” – podsumował Cherny.
Przynajmniej jest szczery.
