Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, Joseph Stiglitz, ostrzega: zanim sztuczna inteligencja zacznie nam pomagać, prawdopodobnie najpierw wyrządzi poważne szkody. I nie mówi tu o jakichś abstrakcyjnych zagrożeniach z przyszłości, ale o bańce spekulacyjnej, która już się nadyma.
Bańka AI rośnie w siłę
Stiglitz nie owijał w bawełnę w rozmowie z magazynem Fortune. Jego diagnoza jest prosta i niezbyt optymistyczna: znaczna część wzrostu gospodarczego, który obserwujemy, opiera się dziś na falach inwestycji w AI.
„Our economy is right now being supported by AI investment – the AI bubble. Like a third of the growth, or the non-growth, that we had last year was based on AI. So this AI bubble is having positive macroeconomic effects in the short run. I believe that it is a bubble in two ways.”
Ekonomista wskazuje, że rynek zakłada jednocześnie dwa warunki, które trudno spełnić równocześnie: że AI odniesie sukces technologiczny i że konkurencja pozostanie ograniczona. Tymczasem wyścig zbrojeń w AI trwa już na całego. Chińskie firmy, europejskie startupy, amerykańskie giganty technologiczne. Jeśli technologia zadziała, zyski zostaną rozproszone przez konkurencję do zera. Jeśli nie zadziała, cały dom kart się posypie.
Gdy bańka pęknie, konsekwencje odczują przede wszystkim pracownicy. I to właśnie ten scenariusz Stiglitz uważa za najbardziej niebezpieczny.
Luka przejściowa, której nikt nie zapełni
Ekonomista sięga po historię. Podczas Wielkiego Kryzysu ogromny wzrost produktywności w rolnictwie sprawił, że miliony farmerów stały się zbędne. Nie było żadnego mechanizmu, który pomógłby im się przekwalifikować. Problem rozwiązała dopiero II wojna światowa, czyli interwencja rządu na skalę, która w normalnych warunkach byłaby nie do pomyślenia.
Dziś sytuacja jest podobna, a narzędzi nadal brak:
- żadnych skutecznych programów aktywnej polityki rynku pracy na odpowiednią skalę
- braku masowej infrastruktury przekwalifikowania zawodowego
- żadnej przemysłowej strategii tworzenia nowych miejsc pracy w miejscach, gdzie stare znikają
- instytucji zdolnych do zarządzania tego rodzaju przemieszczeniem siły roboczej
Co więcej, tym razem zagrożeni są nie robotnicy przy taśmie produkcyjnej, lecz pracownicy biurowi z wyższym wykształceniem: analitycy, prawnicy, księgowi, redaktorzy, asystenci zarządów. Ci, którzy do tej pory czuli się najbezpieczniejsi.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: Stiglitz mówi coś, o czym branża technologiczna woli nie słyszeć: że entuzjazm wobec AI i rzeczywistość gospodarcza to dwie różne rozmowy. Zgadzam się, że bańka spekulacyjna jest realnym ryzykiem. Ale niepokoi mnie coś innego. Nawet jeśli technologia sprawdzi się w stu procentach, wciąż nie mamy odpowiedzi na pytanie, co zrobić z ludźmi, których wyprze z rynku pracy. To nie jest problem techniczny, to problem polityczny i społeczny. A rządy, przynajmniej te europejskie, dopiero zaczynają myśleć o regulacjach, zamiast o strategii zarządzania transformacją. Czy przetrwamy tę lukę przejściową bez poważnych turbulencji? Szczerze wątpię.
Długa gra: AI jako asystent, nie zamiennik
Stiglitz nie jest jednak wyłącznie głosem katastrofizmu. Jeśli ktoś przeżyje ten trudny okres przejściowy z zachowanymi instytucjami i siatką bezpieczeństwa, obraz AI zmienia się diametralnie.
Noblista lubi posługiwać się skrótem „IA” zamiast „AI”, od „intelligence assisting”. To nie semantyczna sztuczka, to konkretna teza: technologia będzie nas wspomagać, nie zastępować.
Przykład, który podaje, jest celowo przyziemny. Hydraulik dostaje narzędzie diagnostyczne: wpisuje objawy usterki, dostaje analizę, sprawniej identyfikuje problem. Lepiej wykonuje swoją pracę. Ale nadal musi przyjechać, zakręcić zawór i wymienić rurę.
„But you still would need the plumber.”
W edukacji, gdzie zatrudnionych jest około 14% siły roboczej, AI nie zastąpi nauczycieli, bo wiemy już wystarczająco dużo o procesach uczenia się, by rozumieć, że relacja człowiek-człowiek jest tu niezastąpiona. W ochronie zdrowia, która pochłania prawie 20% PKB Stanów Zjednoczonych, problem wydajności systemu wynika z rent-seekingu, braku konkurencji i zaniechań politycznych. AI może usprawnić diagnostykę i dokumentację, ale nie zreformuje systemu ubezpieczeniowego ani nie rozłoży monopoli szpitalnych.
Warunek, który wszystko zmienia
Jest jedno zasadnicze „ale”. Cały ten optymistyczny scenariusz drugiego aktu jest uzależniony od przetrwania pierwszego. Jeśli pęknięcie bańki zderzy się z masowym bezrobociem, a jednocześnie państwo będzie celowo demontować swoje zdolności interwencyjne, wizja AI jako asystenta staje się nieosiągalna.
Nie dlatego, że technologia zawiedzie. Ale dlatego, że zniszczymy ludzką infrastrukturę potrzebną do jej uczciwego wdrożenia, zanim w ogóle do tego dojdzie.
Stiglitz nie mówi, że AI zniszczy przyszłość pracy. Mówi, że droga do tej przyszłości jest najniebezpieczniejszą częścią całej podróży. I wchodzimy na nią bez mapy.
