Sam Altman powiedział głośno to, o czym wielu szeptało od miesięcy. Szef OpenAI przyznał wprost, że część firm celowo zrzuca na karb sztucznej inteligencji redukcje etatów, które i tak by przeprowadziła.
Altman wypowiedział się podczas India AI Impact Summit, gdzie w rozmowie z CNBC-TV18 stwierdził: „Nie znam dokładnych proporcji, ale jest pewien odsetek firm uprawiających AI washing – zrzucają na AI zwolnienia, które i tak by przeprowadzili – i jest też realne wypieranie różnych zawodów przez AI.”
To ważne wyznanie. Bo pochodzi nie od krytyka technologii, nie od związkowca czy ekonomisty sceptycznie nastawionego do Silicon Valley – tylko od człowieka, który stoi na czele firmy budującej tę technologię.
Dane nie potwierdzają paniki
Zanim jednak zaczniemy katastrofizować, warto spojrzeć na liczby. Badanie opublikowane przez National Bureau of Economic Research objęło tysiące menedżerów najwyższego szczebla z USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Australii. Wynik? Blisko 90% z nich stwierdziło, że AI nie miała żadnego wpływu na zatrudnienie w ich firmach przez ostatnie trzy lata od premiery ChatGPT.
Podobnie rzecz widzi Yale Budget Lab – ich analiza danych z Bureau of Labor Statistics nie wykazała znaczących zmian w strukturze zatrudnienia ani długości bezrobocia wśród osób pracujących w zawodach najbardziej narażonych na wpływ AI.
„Niezależnie od tego, jak patrzysz na dane, w tej chwili nie widać poważnych makroekonomicznych skutków” – stwierdziła Martha Gimbel, dyrektorka wykonawcza Yale Budget Lab.
Komentarz redakcji
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl:
Altman zrobił coś, czego rzadko można się spodziewać po prezesie firmy pompującej miliardy w AI – przyznał, że część narracji o „AI zabierającej miejsca pracy” to zwykły PR cover dla cięć kosztów. I dobrze, że to powiedział.
Ale nie dajmy się też zwieść w drugą stronę. To, że firmy dziś używają AI jako wygodnego alibi dla decyzji czysto biznesowych, nie oznacza, że prawdziwe wypieranie pracowników nie nadejdzie. Altman sam to zaznacza – i tu warto mu wierzyć, bo on widzi od środka, co ta technologia potrafi robić coraz lepiej.
Pytanie, które mnie naprawdę interesuje, brzmi: kiedy zaczniemy to widzieć w twardych danych? I czy będziemy na to przygotowani – jako społeczeństwo, jako rynek pracy, jako systemy edukacji? Dziś wygodnie jest mówić „dane nie potwierdzają kryzysu”. Ale historia rewolucji technologicznych uczy, że przełom przychodzi nagle, a dostosowanie trwa latami.
Sygnały, które warto obserwować
Niekoniecznie jest to tak prosty obraz, jak sugerują zagregowane statystyki. Erik Brynjolfsson ze Stanford zauważa, że już teraz widać rozjazd między wzrostem PKB a tempem tworzenia miejsc pracy – ostatni raport skorygował przyrost zatrudnienia do zaledwie 181 tysięcy, podczas gdy PKB rósł w tempie 3,7%. Brynjolfsson odnotowuje też wzrost produktywności o 2,7% rok do roku – co jego zdaniem zaczyna być widocznym efektem AI.
Co więcej, jego wcześniejsze badania ujawniły coś niepokojącego:
- wśród pracowników na wczesnym etapie kariery w zawodach wysokiego ryzyka AI odnotowano 13-procentowy relatywny spadek zatrudnienia
- doświadczeni pracownicy pozostawali na stabilnym lub rosnącym poziomie zatrudnienia
- dane sugerują, że efekty AI są już selektywnie widoczne, tyle że na razie dotykają tych, którzy mają najmniej możliwości obrony
Firmy też grają w tę grę
Klarna zapowiedziała niedawno, że do 2030 roku może zredukować swoją 3-tysięczną załogę o jedną trzecią, powołując się między innymi na AI. Dario Amodei z Anthropic wcześniej mówił o możliwym „białych kołnierzyków” – jego zdaniem AI może wyeliminować do 50% stanowisk entry-level w biurach.
Ekonomista Apollo Global Management Torsten Slok porównuje obecny moment do boomu IT z lat 80. – wtedy też mówiono o rewolucji produktywności, a dane długo tego nie potwierdzały. Ale produktywność w końcu wzrosła. Pytanie brzmi: czy tym razem efekt przyjdzie szybciej – i kto za to zapłaci.
Altman sam dodaje, że liczy na pojawienie się nowych rodzajów pracy, tak jak w każdej poprzedniej rewolucji technologicznej. Ale „nowe rodzaje pracy” dla osób, które straciły etat w call center, to słabe pocieszenie, jeśli nie ma dla nich ścieżki przekwalifikowania.
Na razie jedno jest pewne: „AI washing” to realne zjawisko, a firmy chętnie korzystają z technologicznego alibi. Altman to przyznał. Reszta to już kwestia tego, ile czasu zostało do momentu, gdy dane zaczną potwierdzać to, co on i inni liderzy branży od dawna zapowiadają.
