Tinder piszący za ciebie. Hinge dobierający zdjęcia. Chatbot sugerujący, co odpisać na pierwszą wiadomość. Rok 2026 przyniósł coś, czego nikt chyba do końca nie chciał przyznać głośno – sztuczna inteligencja weszła do sypialni przez frontowe drzwi, a my wpuściliśmy ją sami.
Aplikacje randkowe od lat opierały się na algorytmach. Ale to, co dzieje się teraz, to jakościowo inny poziom ingerencji. Bumble i Tinder wdrożyły narzędzia AI, które przepisują twoje bio, wybierają lepsze fotografie i podpowiadają kolejne zdania w rozmowie. Pitch jest prosty: „pokażemy cię z najlepszej strony”. Problem w tym, że kiedy każdy wygląda z „najlepszej strony” wygenerowanej przez ten sam model językowy, trudno powiedzieć, czyjej „najlepszej strony” właściwie szukasz.
Kiedy dwie AI piszą do siebie wiadomości
Aplikacja Rizz wprost reklamuje się jako „wingman w kieszeni” – generuje gotowe wiadomości, które wystarczy skopiować i wkleić. Nie jesteś już sobą. Jesteś swoją wyczyszczoną, zoptymalizowaną wersją, a po drugiej stronie ekranu być może siedzi ktoś, kto robi dokładnie to samo.
Badanie Coffee Meets Bagel z stycznia 2026 roku pokazuje, że około 80% użytkowników jest „comfortable” z jakąś formą pomocy AI w randkowaniu. Komfortowi z pomocą – niekoniecznie z substytucją. To ważna różnica, którą łatwo zatrzeć.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: Widzę w tym dwa równoległe zjawiska i nie wiem, które bardziej mnie niepokoi. Z jednej strony AI naprawdę może pomagać – osoby z lękiem społecznym, introwertycy, ludzie po trudnych rozstaniach, dla których każda rozmowa jest wysiłkiem. Technologia obniża barierę wejścia i to nie jest złe. Z drugiej strony, jeśli w pierwszej wiadomości piszę nie ja, a model językowy, a ty odpowiadasz swoim modelem językowym – to kiedy właściwie my się w tym wszystkim poznajemy? Randkowanie ma w sobie wartość właśnie dlatego, że jest niewygodne. Że boli. Że wymaga odwagi. Jeśli AI wyeliminuje ten dyskomfort, może jednocześnie wyeliminować wszystko to, co sprawia, że połączenie z drugim człowiekiem jest autentyczne.
„AI situationship” jako trend roku
Raport francuskiej aplikacji happn przewiduje, że 2026 rok będzie rokiem „AI situationship” – romantycznych relacji z chatbotami lub przez chatboty mediowanych, bez formalnego zobowiązania i bez drugiego człowieka. Character.AI ma 20 milionów miesięcznych użytkowników, z czego ponad połowa to osoby poniżej 24. roku życia. Użytkownicy Repliki od jakiegoś czasu organizują wirtualne śluby ze swoimi cyfrowymi kompanami, zapraszając na nie znajomych i współpracowników.
Badania pokazują przy tym coś niepokojącego:
- Osoby intensywnie korzystające z AI companions raportują niższą motywację do realnych spotkań
- Intencja spotkania „na żywo” spadła o 15-20% wśród heavy users asystentów randkowych
- 43% żonatych mężczyzn chciałoby stworzyć wirtualnego partnera – podczas gdy wśród singli odsetek ten wynosi tylko 11%
Ostatnia liczba jest szczególnie wymowna.
Dystopia, która nie czuje się jak dystopia
Największy problem z całą tą sytuacją polega na tym, że nie wygląda ona jak ostrzeżenie z czarnej listy science fiction. Wygląda po prostu jak kolejna funkcja w aplikacji, którą i tak już masz na telefonie. Spike Jonze nakręcił „Her” w 2013 roku jako przestrogę. Większość widzów myślała wtedy, że ogląda fantastykę. W 2026 roku ta fantastyka ma interfejs mobilny i kosztuje 9,99 dolarów miesięcznie.
Pojawia się jednak coś ciekawego po drugiej stronie barykady. W Londynie i Nowym Jorku rośnie popularność eventu „Bored of Dating Apps” – spotkania dla ludzi, którzy mają dość klinicznej, transakcyjnej atmosfery swipe’owania. Uczestnicy mówią wprost: aplikacje stały się „clinical” i „transactional”. Jeden z 24-latków powiedział magazynowi USA Today: „That magic doesn’t exist anymore.”
I tu jest sedno. Małe niedoskonałości – chwila wahania, niezręczna pauza, literówka – przestają być red flagami. Stają się dowodem na to, że po drugiej stronie jest człowiek.
Nadchodzi korekta
Nie wierzę w to, że AI „zniszczy miłość”. Ale wierzę, że zmusi nas do jej przedefiniowania. Podobnie jak social media nauczyły nas odróżniać followerów od przyjaciół – choć zajęło nam to dekadę i kosztowało sporo zdrowia psychicznego – tak samo nauczymy się odróżniać algorytmicznie dopasowaną kompatybilność od prawdziwego połączenia z drugim człowiekiem.
Pytanie brzmi tylko: ile czasu i ile nieudanych „AI-assisted” relacji zajmie nam ta nauka.
Temat randkowania w erze AI śledzimy na AIPORT.pl na bieżąco.
