We wtorek wieczorem Elon Musk zwołał nadzwyczajne spotkanie wszystkich pracowników xAI. Zamiast odpowiadać na pytania o masowe odejścia współzałożycieli firmy, miliarder zaskoczył wizją księżycowej fabryki AI – kompletnej z gigantyczną katapultą do wystrzeliwania satelitów w kosmos.
Według doniesień The New York Times, który miał dostęp do nagrania ze spotkania, Musk oznajmił pracownikom, że xAI potrzebuje ośrodka produkcyjnego na Księżycu. Tam mają powstawać satelity wyposażone w sztuczną inteligencję, które następnie będą „wyrzucane” w przestrzeń kosmiczną za pomocą wielkiej katapulty. „Musicie polecieć na Księżyc” – stwierdził Musk, tłumacząc, że taki ruch da xAI dostęp do mocy obliczeniowej przewyższającej jakąkolwiek konkurencję.
Wizjonerstwo czy ucieczka do przodu?
Co ciekawe, podczas całego spotkania Musk unikał konkretów dotyczących tego, jak właściwie miałaby powstać taka instalacja. Nie padły również jasne deklaracje odnośnie reorganizacji niedawno połączonych podmiotów xAI i SpaceX, które jednocześnie przygotowują się do potencjalnie historycznego debiutu giełdowego.
– Obserwując tę sytuację z perspektywy dziennikarza technologicznego, trudno oprzeć się wrażeniu, że mówimy o klasycznym przykładzie musku-owego teatru – komentuje Piotr Wolniewicz, redaktor naczelny AIPORT.pl. – W momencie, gdy połowa zespołu założycielskiego pakuje manatki, a przed tobą IPO warte potencjalnie półtora biliona dolarów, rzucasz na stół wizję fabryki AI na Księżycu z kosmiczną katapultą. To brzmi jak scenariusz science fiction, ale u Muska granica między fantastyką a rzeczywistością zawsze była płynna. Pytanie brzmi: czy tym razem inwestorzy kupią tę wizję, czy zaczną zadawać niewygodne pytania o exodus talentów?
Exodus z xAI nabiera tempa
Timing tego spotkania budzi pytania. W poniedziałek wieczorem Tony Wu, jeden ze współzałożycieli xAI, ogłosił odejście z firmy. Niecałą dobę później kolejny współzałożyciel, Jimmy Ba, który raportował bezpośrednio do Muska, również pożegnał się z projektem. To oznacza, że z dwunastoosobowego grona założycieli młodej firmy odeszło już sześciu członków.
Wszystkie rozstania opisywane są jako polubowne, a przy zbliżającym się IPO SpaceX z docelową wyceną 1,5 biliona dolarów, każdy z odchodzących może liczyć na pokaźne zyski finansowe.
Od Marsa do Księżyca – nagła zmiana kursu
Co równie zaskakujące, sam Księżyc to stosunkowo świeża obsesja Muska. Przez większość 24-letniej historii SpaceX to Mars był ostatecznym celem. Jednak w miniony weekend, tuż przed Super Bowl, Musk zaskoczył opinię publiczną postem, w którym ogłosił, że SpaceX „przeniósł uwagę na budowę samorozwijającego się miasta na Księżycu”. Jako powód podał czas realizacji – kolonia na Marsie zajęłaby ponad 20 lat, podczas gdy księżycowe osiedle można zrealizować w połowie tego czasu.
To fundamentalna zmiana kierunku dla firmy, która nigdy wcześniej nie wysłała żadnej misji na Księżyc.
Gigantyczny model świata – teoria wszystkiego
Jeden z venture capitalistów inwestujących w xAI, z którym redakcja rozmawiała w ubiegłym roku, przedstawił fascynującą teorię. Według niej księżycowe ambicje nie są oderwane od misji xAI – przeciwnie, stanowią jej integralną część.
Hipoteza brzmi następująco: Musk od samego początku budował w kierunku jednego celu – stworzenia najpotężniejszego „modelu świata”, sztucznej inteligencji trenowanej nie tylko na tekście i obrazach, ale na zastrzeżonych danych z rzeczywistego świata, których żaden konkurent nie może zreplikować.
Tesla dostarcza systemy energetyczne i dane o topologii dróg. Neuralink oferuje okno do ludzkiego mózgu. SpaceX zapewnia fizykę i mechanikę orbitalną. The Boring Company dodaje dane podziemne. A teraz fabryka na Księżycu miałaby uzupełnić ten ekosystem o kolejny wymiar danych.
Prawne miny w kosmosie
Czy taka wizja jest osiągalna – to jedno wielkie pytanie. Czy jest legalna – to drugie, równie istotne.
Zgodnie z Traktatem o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku, żaden kraj – a co za tym idzie, żadna firma – nie może rościć sobie praw do Księżyca. Jednak amerykańskie prawo z 2015 roku otworzyło znaczącą furtkę: choć nie możesz posiadać Księżyca, możesz posiadać wszystko, co z niego wydobędziesz.
Mary-Jane Rubenstein, profesor nauk o technologii z Wesleyan University, ujęła to trafnie w wypowiedzi dla TechCrunch: „To trochę jak powiedzieć, że nie możesz posiadać domu, ale możesz mieć deski podłogowe i belki. Bo przecież materiały, które są w Księżycu, TO JEST Księżyc”.
To właśnie na tej prawnej konstrukcji spoczywają widocznie księżycowe plany Muska, choć nie wszyscy zgadzają się na te zasady gry – Chiny i Rosja z pewnością nie.
Tymczasem zespół, który miałby pomóc mu to wszystko zrealizować, systematycznie się kurczy. Czy IPO latem tego roku przyniesie odpowiedzi na narastające pytania? Czas pokaże.
