Andreessen Horowitz poprowadził rundę Series A dla startupu Lio, który chce zautomatyzować procurement w dużych przedsiębiorstwach. Spółka zebrała łącznie 33 miliony dolarów i twierdzi, że jej agenci AI już teraz obsługują miliardy dolarów w wydatkach korporacyjnych.
Procurement to słowo, które wywołuje dreszcze u każdego, kto choć raz próbował sprzedać coś dużej firmie albo po prostu kupić cokolwiek w jej imieniu. Zamówienia zakupowe, systemy ERP, bazy dostawców, sprawdzanie zgodności z regulacjami, dziesiątki maili w tę i z powrotem. Vladimir Keil, CEO i współzałożyciel Lio, doświadczył tego problemu dwukrotnie: najpierw jako pracownik korporacji, a potem budując własny startup.
„When we were selling enterprise software, we had to go through procurement ourselves and saw how manual and fragmented the process still is” – powiedział Keil.
AI zamiast działu zakupów
Keil razem z Lukasem Heinzmanem i Tillem Wagnerem założył Lio w 2023 roku, po przejściu przez akcelerator Y Combinator (batch wiosna 2023). Platforma działa jako wirtualna siła robocza w obszarze procurement: agenci AI czytają dokumenty, oceniają dostawców, prowadzą negocjacje warunków i finalizują transakcje. Bez udziału człowieka, albo przynajmniej z jego bardzo ograniczonym zaangażowaniem.
Firma chwali się, że jeden z jej klientów, globalny producent, w ciągu sześciu miesięcy zautomatyzował 75% wcześniej outsourcowanych operacji zakupowych.
„Procesy, które zajmowały tygodnie, teraz trwają minuty”
Tradycyjne oprogramowanie do e-procurement zakładało jedno: człowiek wykonuje pracę, a technologia mu w tym pomaga. Keil odwraca tę logikę całkowicie.
„Every previous generation of procurement technology was built on the same assumption, that humans will do the work and technology will help them do it faster. We take a fundamentally different approach. Instead of building software to help humans do procurement work faster, Lio deploys AI agents that execute the workflow themselves.”
I właśnie tu zaczyna się pytanie, na które warto szukać odpowiedzi.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: Lio to kolejny przykład modelu, który coraz częściej widzimy w enterprise AI: zamiast narzędzia wspierającego pracownika, dostajemy agenta, który pracownika zastępuje. Z perspektywy CFO brzmi to atrakcyjnie, bo procurement generuje gigantyczne koszty operacyjne. Ale warto zadać sobie pytanie: co dzieje się z ludźmi, którzy te procesy dziś obsługują? I czy 75% automatyzacji to rzeczywiście sukces do świętowania, czy liczba, która powinna skłonić nas do poważniejszej rozmowy o skali zmian na rynku pracy w sektorze usług? Nie twierdzę, że technologia jest zła. Twierdzę, że pytania o wpływ społeczny powinny towarzyszyć każdemu ogłoszeniu tego rodzaju.
Kto ma stracić na sukcesie Lio?
Startup nie ukrywa, z kim walczy. Keil wymienia trzech głównych rywali:
- Dostawcy klasycznego oprogramowania do procurement (SAP Ariba, Oracle)
- Firmy BPO, które przejęły obsługę tych procesów na zewnątrz
- Firmy doradcze wspierające korporacje w zarządzaniu zakupami
To znaczący rynek. Procurement to nie tylko papierologia – to serce wydatków każdej dużej firmy, od surowców po profesjonalne usługi.
a16z widzi tu duże pieniądze
Świeże 30 milionów dolarów z rundy prowadzonej przez Andreessen Horowitz (dołączyły też SV Angels, Harry Stebbings i YC) trafi na ekspansję w Stanach i rozbudowę możliwości agentów. To część szerszego trendu widocznego wyraźnie w Dolinie Krzemowej: inwestorzy coraz chętniej stawiają na firmy, które nie tyle ulepszają istniejące oprogramowanie dla przedsiębiorstw, co próbują je zastąpić w całości.
„Instead of spending most of their time processing requests and paperwork, teams can run more negotiations, analyze more suppliers, and capture savings opportunities that would otherwise be missed” – przekonuje Keil.
Brzmi logicznie. Procurement jako strategiczna dźwignia firmy zamiast biurokratycznego wąskiego gardła – to wizja, którą łatwo sprzedać zarządom. Pytanie, jak szybko rzeczywistość nadgoni narrację. I ile miejsc pracy po drodze zniknie.
