Europa zaczyna mieć dość. Nie tylko regulatorzy i politycy – zwykli użytkownicy coraz częściej szukają sposobów na to, żeby wypisać się z ekosystemów wielkich amerykańskich korporacji technologicznych. The Guardian opublikował właśnie obszerny poradnik pokazujący, że ta ucieczka jest nie tylko możliwa, ale w wielu przypadkach całkiem bezbolesna.
Zarzuty wobec big tech nie są nowe, ale lista problemów robi się coraz dłuższa. Unikanie podatków, masowe zbieranie danych osobowych, algorytmiczne wzmacnianie dezinformacji, coraz gorsze produkty – ten ostatni problem Cory Doctorow, jeden z najbardziej przenikliwych komentatorów technologicznych, opisał pojęciem „enshittification”. I trudno się z nim nie zgodzić. Kto pamięta Google sprzed piętnastu lat, ten wie, o czym mowa.
Do tego dochodzi polityka. Szefowie Apple, Amazona, Google i Meta uczestniczą w kolacjach z Trumpem, pojawiają się na inauguracjach. Tim Cook i Andy Jassy byli na premierze dokumentu o Melanii. Sam Altman i Mark Zuckerberg – na kolacji w Białym Domu. Część europejskich użytkowników uznaje, że mają dość finansowania firm, które aktywnie wspierają polityczne środowisko, z którym się nie identyfikują.
Pakt faustowski z algorytmami
Lisa Barber, tech editor w Which?, ujmuje to wprost: „While it’s brilliant to have access to high-quality products and software, very often for 'free’, it’s important to remember that there is a trade-off involved – often of our personal data and privacy.”
I tu tkwi sedno. Daliśmy tym firmom dostęp do naszej uwagi i danych. W zamian dostaliśmy wygodne narzędzia. Ale ten układ zaczął coraz bardziej przypominać więzienie z otwartymi drzwiami – wychodzić można, tylko mało kto wie jak.
Komentarz Piotra Wolniewicza, Redaktora Naczelnego AIPORT.pl:
Temat powraca regularnie i za każdym razem słyszę dwa głosy. Jeden mówi: „to proste, wystarczy chcieć”. Drugi: „bez sensu, i tak wrócisz do Google’a po tygodniu”. Prawda leży gdzieś pośrodku. Alternatywy istnieją i są coraz dojrzalsze – to fakt. Ale nie oszukujmy się: dla przeciętnego użytkownika migracja z ekosystemu Apple czy Google to wciąż spory wysiłek. Pytanie, które warto sobie zadać, brzmi nie „czy mogę?”, lecz „czy mam wystarczający powód?”. I tu odpowiedź jest coraz częściej: tak. Rosnąca polityczna zależność Silicon Valley od jednej administracji to ryzyko, które Europa powinna brać pod uwagę poważnie – zarówno na poziomie korporacyjnym, jak i indywidualnym. Cieszę się, że europejskie alternatywy w końcu dojrzewają, ale nie chcę udawać, że są jeszcze w pełni gotowe na masowego użytkownika.
Co zamiast Google’a?
Google kontroluje około 90% rynku wyszukiwania. Brzmi przygnębiająco, ale alternatywy są:
- Ecosia – berlińska wyszukiwarka, która przeznacza 100% zysków na działania klimatyczne i od 2009 roku sfinansowała posadzenie blisko 250 milionów drzew. Wyniki bywają mniej precyzyjne, ale działa fallback przez Google i Bing.
- Mojeek – brytyjska wyszukiwarka z własnym indeksem, bez śledzenia użytkowników i bez zależności od Google’a czy Binga.
- Qwant – francuska alternatywa z naciskiem na prywatność, która razem z Ecosią buduje europejski indeks wyszukiwania niezależny od Microsoftu.
Zamiast Chrome’a warto rozważyć Mozilla Firefox albo LibreWolf – tę drugą rozwija niemiecka fundacja non-profit i jest jeszcze bardziej restrykcyjna jeśli chodzi o prywatność.
Smartfon bez Googla? To możliwe
Apple i Samsung dominują rynek urządzeń mobilnych, ale mają swoje za uszami – krótkie cykle życia produktów, wątpliwe warunki pracy w fabrykach, nieprzejrzyste łańcuchy dostaw.
Holenderski Fairphone dostał 98 na 100 punktów w badaniu Ethical Consumer – skupia się na naprawialności i transparentności. Z europejskich opcji warto też spojrzeć na Nothing (UK) i Crosscall (Francja). Dla tych, którzy chcą Androida bez Google’a, istnieje Murena z systemem /e/OS.
Social media: tu jest najtrudniej
Bluesky i Mastodon mają odpowiednio około 1,5 miliona i 800 tysięcy aktywnych użytkowników miesięcznie. To społeczności mniejsze i zdecydowanie spokojniejsze – co jest zaletą i wadą jednocześnie. W marcu ma ruszyć W – nowa europejska platforma z weryfikacją tożsamości i naciskiem na prywatność danych.
Problem w tym, że sieci społecznościowe są warte tyle, ile ich użytkownicy. Przekonanie znajomych do Mastodona to wyzwanie, którego nie rozwiąże żaden artykuł poradnikowy.
AI po europejsku – Mistral wchodzi do gry
W świecie AI dominują OpenAI i Google, ale Francja odpowiada własnym projektem. Mistral i jego chatbot Le Chat to coraz poważniejszy gracz – wielojęzyczny, szybki, z opcjami open-source. Serwery w Paryżu i Szwecji, dane z archiwów Agence France-Presse. To może nie zastąpić GPT-4 w każdym zadaniu, ale kierunek jest właściwy.
Czy odejście od big tech ma sens?
Nie ma jednej odpowiedzi. Dla niektórych to kwestia wartości i przekonań. Dla innych – praktycznej kontroli nad własnymi danymi. Dla jeszcze innych – geopolityki i zrozumienia, że zbyt głęboka zależność od jednego dostawcy, szczególnie politycznie zaangażowanego, to ryzyko systemowe.
Europa jako całość zaczyna to rozumieć. Pora, żeby użytkownicy indywidualni też zaczęli zadawać sobie to pytanie.
