Inwestorzy tracą cierpliwość. Setki miliardów dolarów wpompowanych w sztuczną inteligencję wciąż nie przynoszą wymiernych zysków — i rynki zaczynają to boleśnie odczuwać.
Coś niepokojącego dzieje się na Wall Street. Od kilku tygodni akcje dziesiątek firm z różnych branż — od nieruchomości, przez zarządzanie majątkiem, po logistykę i ubezpieczenia — lecą w dół przy byle wzmiance o AI. Paradoksalnie ten sam rynek, który przez ostatnie lata napędzały hurraoptymistyczne narracje o rewolucji produktywności, teraz traci grunt pod nogami właśnie z powodu AI.
Analitycy Bloomberg trafnie nazwali to zjawisko „doom loop” — pętlą zagłady. Mechanizm jest prosty i brutalny: AI postrzegana jest jednocześnie jako zagrożenie dla istniejących biznesów i jako czarna dziura pochłaniająca kapitał bez wyraźnych zwrotów. Oba scenariusze są złe dla inwestorów. Problem w tym, że — jak zauważyła Julia Wang, główna strateg inwestycyjna na Azję Północną w Nomura International Wealth Management — obydwie obawy nie mogą być prawdziwe jednocześnie.
Biliony wyparowały w kilka tygodni
Spółki będące liderami wyścigu AI — Microsoft, Amazon, Meta i Alphabet — zaplanowały na 2026 rok łączne wydatki kapitałowe przekraczające 600 miliardów dolarów. To kwota, która pochłania niemal całe przepływy gotówkowe tych firm i zamienia je w aktywa podlegające amortyzacji. Inwestorzy zaczęli zadawać niewygodne pytania: kiedy to się zwróci?
Od publikacji wyników za czwarty kwartał — która rozpoczęła się pod koniec stycznia — akcje Microsoftu i Amazona spadły o ponad 16% każde. Amazon zalicza obecnie najdłuższą serię strat od około 20 lat. Alphabet, postrzegany przez wielu jako główny beneficjent rewolucji AI, stracił 11% od ostatniego szczytu. Łącznie z rynku wyparowało blisko 1,5 biliona dolarów wartości rynkowej tych czterech spółek, a indeks Nasdaq 100 znalazł się na minusie rok do roku.
Panika na rynku — czy uzasadniona?
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: To, co obserwujemy, jest chyba nieuchronną korektą po latach irracjonalnego entuzjazmu. Rynek przez długi czas wyceniał AI jak gdyby transformacja miała nastąpić jutro — a teraz zderzamy się z rzeczywistością, w której firmy wydają fortuny, a klienci biznesowi wciąż podchodzą do wdrożeń AI z dużą ostrożnością. Znamienne jest, że panikę wywołują niekiedy błahe sygnały — jak komunikat prasowy byłej firmy karaoke z przychodami poniżej 2 milionów dolarów za kwartał, który zdołał wstrząsnąć akcjami firm logistycznych. To mówi nam więcej o stanie nastrojów inwestorów niż o realnych zagrożeniach ze strony AI.
Szczególnie intrygujące są tzw. „sektorowe wyprzedaże”. Ogłoszenie przez Anthropic narzędzi produktywności dla prawników i analityków finansowych natychmiast wybiło w dół kursy spółek z tych branż. Podobnie zadziałał program powiązany z OpenAI — runęły akcje brokerów ubezpieczeniowych. Startup Altruist Corp. wystarczyło zapowiedzieć nowe rozwiązania dla doradców finansowych, żeby inwestorzy pozbyli się akcji Charles Schwab i Raymond James Financial.
Analitycy UBS poszli o krok dalej — obniżyli rekomendację dla całego sektora technologicznego z „atrakcyjny” do „neutralny”. Główna strategyn inwestycyjna UBS Wealth Management, Ulrike Hoffmann-Burchardi, ostrzegła, że wydatki hiperscalerów pochłaniają już niemal 100% ich operacyjnych przepływów gotówkowych, podczas gdy historyczna średnia wynosiła 40%. Różnicę pokrywają długiem i emisją nowych akcji.
Nvidia w górę, reszta w dół
Na tym tle beneficjentem pozostaje Nvidia — producent chipów GPU, który dostarcza fizyczną infrastrukturę wyścigu AI. Przez ostatnie trzy lata akcje firmy szybowały w górę razem z rosnącym popytem na moc obliczeniową. Podobnie Micron Technology. Jednak i tutaj pojawiają się głosy sceptyczne co do trwałości popytu, jeśli hyperscalerzy zaczną ograniczać inwestycje.
Anthony Saglimbene z Ameriprise Advisor Services podsumowuje to trafnie: „To sytuacja bez dobrego wyjścia. Inwestorzy przez lata mówili — okay, niech wydają, liczy się przyszłość. Teraz chcą wiedzieć, kiedy przyjdą zwroty — a odpowiedzi brak.”
Przegrzanie czy fundamenty?
Warto jednak zachować zimną krew. Poprzednie AI-paniki — jak ta wywołana przez chiński DeepSeek na początku zeszłego roku — zostały odwrócone. Wiele firm, które AI rzekomo zagrozi, może skorzystać z niej jak z narzędzia do zwiększenia marż, a nie zostać przez nią zniszczona.
Bobby Ocampo, współzałożyciel Blueprint Equity, jest przekonany, że rynek przesadza: „To, że euforyczne wyceny ostatnich lat zostały skorygowane, nie oznacza, że AI stała się hamulcem dla gospodarki.” Jednocześnie przyznaje, że wiele spółek AI-first jest wycenianych agresywnie, bo rynek wciąż jest w fazie walki o udziały — nie rentowności.
Jedno jest pewne: jesteśmy dopiero na początku okresu podwyższonej zmienności. Inwestorzy będą wymagać coraz bardziej konkretnych dowodów na to, że te astronomiczne wydatki przekładają się na realne przychody. I dopóki ich nie dostaną — każda wiadomość o nowym narzędziu AI będzie wywoływać panikę gdzieś na rynku.
