Bumble ogłosiło właśnie wprowadzenie nowych funkcji opartych na sztucznej inteligencji, które mają pomagać użytkownikom tworzyć lepsze profile randkowe. Brzmi znajomo? Bo jest. To kolejny krok w wyścigu aplikacji matrymonialnych, które coraz agresywniej sięgają po AI, żeby zatrzymać użytkowników na platformach.
Nowe narzędzia to przede wszystkim AI-powered photo feedback oraz profile guidance. To pierwsze analizuje zdjęcia profilowe i sugeruje zmiany – na przykład rezygnację ze zdjęć w okularach przeciwsłonecznych zakrywających twarz, dodanie fotek z przyjaciółmi czy plenerowych kadrów. To drugie ocenia treść bio i podpowiedzi, żeby profil brzmiał „bardziej autentycznie”.
Porada za miliony dolarów: zdejmij okulary
Szczerość wymaga przyznania jednej rzeczy – porady, które generuje AI Bumble, to dokładnie to, co znajomy z branży kreatywnej powiedziałby ci dziesięć lat temu przy kawie. Bez algorytmów, bez danych i bez subskrypcji premium.
Mimo to Bumble wybrało właśnie ten moment na ogłoszenie. Firma zmaga się z presją rynkową, a branża aplikacji randkowych przeżywa wyraźny kryzys zaangażowania użytkowników. Coraz więcej badań wskazuje, że zwłaszcza młodsze pokolenia rezygnują ze swipe’owania na rzecz spotkań w realu.
Piotr Wolniewicz, Redaktor Naczelny AIPORT.pl: Z jednej strony rozumiem logikę biznesową – jeśli AI może pomóc nieśmiałemu użytkownikowi zbudować lepszy profil, to czemu nie? Naprawdę nie każdy ma przyjaciela, który powie mu wprost, że zdjęcie w czapce z daszkiem zrobione w samochodzie to zły pomysł. Z drugiej jednak strony widzę tu niepokojący trend. Aplikacje randkowe coraz mocniej pośredniczą nie tylko w poznawaniu ludzi, ale też w tym, jak prezentujemy samych siebie. Kim właściwie jesteśmy na tych profilach? Sobą czy wersją skalibrowaną przez algorytm? Pytam serio, bo odpowiedź ma konsekwencje.
„Suggest a Date” – bo zapytać jest za trudno?
Ciekawszą funkcją wydaje się „Suggest a Date”, testowana na razie w Kanadzie. Kiedy rozmowa zamiera, użytkownik może wysłać sygnał, że jest gotowy na spotkanie w realu – bez dosłownego zapraszania na randkę. Bumble CTO Vivek Sagi ujął to tak:
„With Suggest a Date, we’re creating a clear expression of intent and giving members a way to bypass the traditional back-and-forth and move toward meeting in real life.”
Można się uśmiechnąć – bo przecież można po prostu kogoś zaprosić. Ale rynek mówi co innego. Miliony konwersacji utykają w martwym punkcie właśnie dlatego, że nikt nie chce zrobić pierwszego kroku. Jeśli przycisk w aplikacji przełamuje tę barierę – to może rzeczywiście ma sens.
Wyścig AI trwa w całej branży
Bumble nie działa w próżni. Warto spojrzeć na to, co robią konkurenci:
- Hinge uruchomił w grudniu narzędzie do generowania ciekawszych pierwszych wiadomości – koniec z „How are you?”
- Tinder testuje w Australii funkcję „Chemistry”, która sięga po dostęp do rolki zdjęć w telefonie użytkownika, żeby „lepiej poznać jego osobowość”
- Facebook Dating od października prosi o dostęp do prywatnych zdjęć, żeby AI mogła sugerować edycje
I tu pojawia się ważna granica. Feedback do zdjęcia profilowego to jedno. Dostęp do całej galerii w smartfonie to zupełnie inna rozmowa o prywatności.
Czy to działa?
Trudno powiedzieć. Bumble nie podało żadnych danych dotyczących skuteczności podobnych funkcji wprowadzonych wcześniej. A tymczasem część użytkowników zwyczajnie odpuszcza – badania i trendy w mediach społecznościowych konsekwentnie pokazują, że zwłaszcza pokolenie Z szuka połączeń poza ekranem. Żadna AI tego nie zmieni, jeśli sam model biznesowy aplikacji randkowych okaże się przestarzały.
Bumble postawiło na ewolucję. Pytanie, czy to wystarczy.
